

Moi kochani, życzę Wam
Nadchodzą szybciej niż bym tego chciała... Święta są nieodwołalne.... po prostu przyjdą i już! A ja tak bym chciała aby ich nie było.... Jeszcze kiedyś kochałam te święta, bo są takie rodzinne, pełne miłości..... Ale rok temu nie wyglądały tak pięknie.... były przepełnione bólem, ogromną tęsknotą za moim kochanym synkiem..... I głupie życzenia od bliskich, abym doczekała się kolejnego dzidziusia.... a przecież ja tęskniłam za Łukaszem...........
a jednak tamte święta, mimo rozpaczy, miały coś magicznego........ życzenia od rodziny spełniły się błyskawicznie...... począł się Michałek....
Może Michaś jest prezentem od Łukaszka....... może Łukaszek wyprosił tam na górze Wszechmocnego, aby dał mi radość, aby nie pozwolił mi na życie na krawędzi normalności????? Może Wszechmocny wiedział, że utrata Synka jest zbyt ciężką próbą dla mnie, że więcej nie jestem w stanie wytrzymać?????
Pewnie tylko wydaje mi się, że to był kres mojej wytrzymałości. Człowiek to takie zwierzę, które przyzwyczai się do wszystkiego, wszystko zniesie......
Te święta będą inne..... choć serce boli i na pewno poleci niejedna łza, chcę cieszyć się i śmiać.
Moje monotonne życie od kilku dni ma mnóstwo "atrakcji". Kamilek rozchorował się na "wyspę" - tłumacząc to z Jego języka - na ospę. Jestem wściekła, bo dopiero teraz dowiedziałam się, że kilkoro dzieci z przedszkola Kamilka chorowało już dużo wcześniej. I dlaczego nikt nie powiadomił pozostałych rodziców o tym fakcie????? Panie przedszkolanki jak święte krowy tylko siedzą i nic nie powiedzą od siebie. Czasem bardzo trudno wyciągnąć jedno zdanie od nich. Dopiero jak mój aniołek narozrabia to wtedy te baby potrafią mówić.
A muszę przyznać, że Kamilek potrafi łobuzować. Ostatnio z trójką innych kolegów wymyślili bardzo interesującą zabawę. Tuż przed leżakowaniem, gdy przebierali się w piżamki, uciekli z sali i biegali po korytarzu. Hmmm nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie fakt, że biegali na golasa!!!!!! :) :) :) To musiał być niezwykle komiczny widok. Biedna Pani Bożenka uganiająca się za roześmianą, roznegliżowaną bandą czterolatków.
Wracając do tematu choroby Kamilka - strasznie go wysypało. Chrostki ma wszędzie, całą armię! Smarowanie ich zajmuje nam około godziny. Byłoby szybciej, ale ten mój wrażliwiec skacze do góry po każdym dotknięciu wacikiem do ciała - 'bo zimne"!!! Mam nadzieję, że do piątku część tych chrostek zniknie. W piątek mamy ważny dzień. Kamilek ma urodziny. Będą goście i musi jakoś wyglądać. :) :)
U Michasia też coś nowego - udaje mu się łapać zabawki w rączki. I wczoraj dałam mu jabłuszko do spróbowania. Wiem, wiem, pewnie co niektórzy powiedzą, że to za wcześnie. W końcu Michaś ma dopiero 3,5 miesiaca. Ale nie mogłam się powstrzymać. Dałam mu maleńką łyżeczkę. Początkowo się skrzywił, oczywiście nie umiał tego połknąć, zamiast do buzi to wypadało z buzi. :) :) Ale w końcu połknął. A na koniec rozpłakał się, że już nie ma.
-------------------------
Popatrzcie na te zdjęcia.


Na pierwszym i trzecim zdjęciu jest Michałek, a na drugim i czwartym - Kamilek. :)
Daga, mam nadzieję, że to Twoje rozczarowanie jest tylko chwilowym kryzysem, że za kilka dni zajrzysz do mnie i napiszesz, że jest super.
Pozdrawiam
Dzieci cicho wymykają się do Boga,
Ich imiona zacierają krople tęsknoty.
Bóg rozpina nad nimi parasol nadziei,
One biegają po kałużach łez boso.
Już są beztroskie,
A tęcza wiary wskazuje im drogę.
Ks. Lucjan Szczepaniak
"Deszcz przeznaczenia" 
...... wszystkie takie same ..... karmienie Michasia, przewijanie, pobudka Kamilka, wyszykowanie go do przedszkola, potem karmienie, przewijanie, troche zabawy z maluszkiem, potem znów karmienie... i tak dalej, i tak dalej.... ciągle to samo. Ale!!! Michaś każdego dnia jest inny. Dzięki temu, że rośnie, rozwija się te monotonne dni dają mnóstwo radości.
Gdy Michaś skończy już jeść z całych sił odpycha się ode mnie i patrzy na mnie rozradowanymi oczkami, uśmiecha się umorusaną w mleku buźką. Ten uśmiech jest cudowny.
Od jakiegoś czasu rozmawiamy ze sobą. Choć nasze słowa ograniczają się do "aguuuu", "neee", "uuuuu" to złapaliśmy pewną nić porozumienia. Rozumiemy się doskonale. Aż Misiek z radości z całych sił macha rączkami i nóżkami. Moje maleństwo zaczyna nawiązywać też kontakt z zabawkami. "Godzinami" wpatruje się w zabawkę zawieszoną na pałąku, ślini się na widok latającego, szeleszczącego motylka. Tylko czasem się denerwuje, że nie potrafi jeszcze wziąć go do rączki. Tłumaczę mu ;), że jeszcze musi jeszcze trochę poczekać, podrosnąć. Ale on bardzo się złości, jakby nie chiał wierzyć w to co mówię!!
Do galerii wrzuciłam kilka nowych fotek mojego szczęścia. Ale WP nadal czasem szwankuje, to aby było prościej załączam fotki do wpisu.
Tutaj głośno dyskutujemy. Po kąpieli to najlepszy czas na takie dyskusje.
Tatuś był tak mądry, że umył głowę Kamilkowi Oilatum. Włosy wyglądają jak druciki. Do tego zła mina. I diabełek gotowy. :)
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 27689
...to archiwum moich myśli... nie otrzymasz tutaj wsparcia... nie znajdziesz rozrywki.... zobaczysz miłość... rozpacz... zwątpienie... i nadzieję.... oraz iskierki szczęścia...
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: